wtorek, 2 lipca 2013

7

**Indiana**
-że kurde która jest?-przetarłam oczy ze zdziwienia że jest ta godzina o której myślę.
Mamy sobotę. Po wczorajszym mam plan aby zabrać Rose na wypad nad jezioro. Musi zapomnieć o tym wszystkim co wczoraj miało miejsce.
Wstając z łóżka zahaczyłam o łazienkę i garderobę aby jakoś o 13 wyglądać. No co? Człowiek potrzebuje snu.
Zeszłam na dół i przygotowałam kanapki i kawę.
-ROSEEE- zadarłam się z dołu. Nic zero reakcji. Włazimy na górę.
-ROSE! KOLL TU JEST!-powiedziałam dość głośno z powagą choć to było bardzo trudne.
-co? Jak? Ale która jest?-w tępię nał stała na łóżku w totalnej rozsypce. Wyglądała jak kupa nieszczęścia. Przepraszam że mówię tak o swojej przyjaciółce ale to prawda.
-żartuję, chodź ubierz się i jedziemy na przejażdżkę.
-oki doki...




**Rozalii**
-Kanapki z pomidorem-takk-mówiłam ci jak bardzo cię kocham?
-nie-uśmiechnęła się do mnie
-to ci mówię.



-Ind gdzie my jedziemy? I dlaczego znów prowadzisz moje autko?-zapytałam kiedy jechałyśmy już dobrą godzinę.
-niespodzianka. I jeżeli ty byś nim jechała to nie było by niespodzianki więc ja muszę jechać.
-cokolwiek-odpowiedziałam
-jeszcze chwila, nie będziesz żałować.
-jasne- odbarknęłam



-jesteśmy złośnico
-las? Serio? Wywiozłaś mnie do LASU?-byłam oburzona- LAS TO JA MAM 100M. OD MOJEGO DOMU IND-podkreślałam słowa
-nie o las tu chodzi a o to co za lasem-wycadziła będąc już poza autem-idziesz czy chcesz zostać tu sama? Niechętnie wyszłam z auta i podążyłam za jej sylwetką.

-i jak?
-Ind kocham cię-rzuciłam się na dziewczynę
-mówiłam że nie pożałujesz. Stałyśmy teraz nad przepaścią w domyśle. Jakieś 50m niżej było jezioro i dzięki bogu na londyńską pogodę świeciło słońce.
-teraz możesz wykrzyczeć z siebie te wszystkie negatywne emocje, proszę, tu nas nikt nie usłyszy a ja myślę że tobie jest to bardzo potrzebne-odrzekła
-dziękuję-podeszłam bliżej stropu, rozłożyłam ręce po bokach wiecie coś w stylu TITANIC- NIE WIEM JAK MAM WYBACZYĆ OJCU TO CO ZROBIŁ I JAK POSTĄPIŁ!! NIE WIEM JAK MAM ŻYĆ Z TYM CO ON ZROBIŁ!! KOCHAM NIALLA ALE ON JEST TOTALNYM DEBILEM ŻE ZGODZIŁ SIĘ NA PROŚBĘ MOJEGO OJCA!! MAM OCHOTĘ ROZWALIĆ MU TWARZ!! NIE WIEM CO MAM ZE SOBĄ ZROBIĆ!! NIE MA SENSU W MOIM ŻYCIU!! NIE MAM DLA Kogo już żyć....-mój głos z krzyku przerodził się w półgłos i w ostateczności zamienił w płacz-DLACZEGO MI TO ROBISZ?-zapytałam się 'JEGO'-JA CHCIAŁAM TYLKO CHŁOPAKA-mówiłam łkając-RODZINY, SZCZĘŚCIA, SPOKOJU A CO MAM??!! GÓWNO I TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE!! ZNIESZCZYŁEŚ MOJE ŻYCIE!! NIE CHCE CIĘ ZNAĆ!!-upadłam na kolana płacząc coraz bardziej, podeszła do mnie blondynka, przytuliła i zaczęła uspokajać. Nie wiedziałam co mam robić moje życie nie miało żadnego sensu...totalna katastrofa.




'jego'-tzn. Jezusa
Następny fragment jest już w odniesieniu do Nialla.



Witam
Są wakacje postaram się dodawać rozdziały codziennie.
Mam nadzieję że liczba wejść wzrośnie bo jak nie będę zmuszona do usunięcia bloga.
I zamiast Last-First-Kiss zacznę podpisywać się W69
Tak więc pozdrawiam i miłej lektury
W69


2 komentarze: